„Ale po co w ogóle tam wchodziłaś w takich warunkach?” – zapytała mnie przyjaciółka, gdy opowiadałam jej o mojej wędrówce na Śnieżkę w Sudetach. Siedząc wtedy w ciepłym schronisku „Dom Śląski” u podnóża szczytu, sama zadawałam sobie to pytanie. Byłam pełna obaw – siny, nieruchomy i bolesny palec u stopy budził we mnie skrajne, lekko zabawne myśli: czy to zwykłe stłuczenie, czy już gangrena wymagająca amputacji? Zaskoczyło mnie pytanie Małgosi, zwłaszcza że sama jest zapaloną miłośniczką gór i zdobywała znacznie trudniejsze szczyty niż Śnieżka zimą.
„Po co ja tam wchodzę? Dlaczego nie zawracam?” – myślałam. Wejście na Śnieżkę miało być moim prezentem za lata ciężkiej pracy, której ukoronowaniem był zdany egzamin na certyfikat psychoterapeuty. Tymczasem rzeczywistość nie miała w sobie nic z nagrody: widoczność zerowa, temperatura -10°C, a wiatr o prędkości 80 km/h smagał twarz niczym tysiące ostrych, lodowych igieł. „Fajna nagroda” – pomyślałam z przekąsem.
Sprzętowo byłam przygotowana, ale wciąż miałam nadzieję, że wydarzy się cud – że zobaczę bajkowe zimowe krajobrazy. W końcu dla nich chodzę w góry: dla przyrody, zapachu lasu, śpiewu ptaków, szumu wiatru i spektakularnych widoków. Tym razem nie doświadczyłam żadnego z tych elementów. A jednak wciąż chciałam wejść na szczyt.
Po co to robię?
Pytanie o cel naszych działań może wydawać się banalne, ale w rzeczywistości jest kluczowe. Wiele rzeczy robimy automatycznie, na „autopilocie”, bo „tak trzeba”, „powinno się”. Ale kto właściwie tak mówi? Czasem łatwiej jest funkcjonować jak maszyna, nie zastanawiać się, nie konfrontować się z sobą i swoim życiem. Później jednak przychodzą konsekwencje: lęk, obniżony nastrój, bezsenność, brak energii, dolegliwości somatyczne czy wypalenie.
Nie jest łatwym doświadczeniem wspinać się przez całe życie po drabinie, by w pewnym momencie odkryć, że oparta jest o niewłaściwą ścianę.

Dlaczego ludzie wspinają się na szczyty?
Odpowiedzi jest tyle, ile ludzi, historii i osobowości. Ale warto wiedzieć, po co robię to ja.
Zdobywanie szczytów to sprawdzian. Nie dowiesz się, jak radzisz sobie z frustracją, brakiem i bólem, siedząc pod kocem na kanapie. Podczas wędrówki uczę się swoich granic – kiedy mogę dać z siebie więcej, a kiedy muszę odpuścić. I żadna z tych opcji nie jest łatwa.
Uczę się siebie. Jak zachowuję się w trudnych momentach? Czy dostrzegam wtedy drugiego człowieka, czy zamykam się w sobie? Jak radzę sobie ze złością, lękiem, smutkiem? W taki sposób buduję swoją wytrzymałość – nie tylko fizyczną, ale i emocjonalną.

Przyjemność wysiłku
Zygmunt Freud twierdził, że ludzkim życiem rządzi zasada przyjemności (później zmodyfikował swoje poglądy i wprowadził zasadę rzeczywistości, ale to temat na inny artykuł). Czy można jej doświadczać w zimowych warunkach na wysokości 1600 m n.p.m.? Psychologia odpowiada: tak. Wysiłek daje satysfakcję, a im więcej go wkładamy, tym bardziej to doceniamy. O ile traktujemy go jak wyzwanie, zabawę, grę, nie przymus.
Psycholog Mihaly Csikszentmihalyi opisał zjawisko „flow” – stanu przepływu, w którym jesteśmy całkowicie pochłonięci daną czynnością i doświadczamy ekscytacji, radości i zaangażowania. Aby osiągnąć ten stan, muszą zostać spełnione trzy warunki: jasny cel, natychmiastowa informacja zwrotna i odpowiedni poziom trudności – nie może być zbyt łatwo, ani zbyt trudno. Wędrówka po górach idealnie wpisuje się w ten schemat.

Sens zdobywania szczytów
Wejście na szczyt to urzeczywistnienie celu. Daje satysfakcję, poczucie sprawczości i sensu. Najlepiej pamiętamy momenty albo bardzo przyjemne, albo bardzo trudne. Wędrówka w górach łączy jedno i drugie.
Viktor E. Frankl pisał, że sens życia można odnaleźć na trzy sposoby: poprzez tworzenie i działanie, poprzez mierzenie się z cierpieniem oraz poprzez doświadczanie i miłość. Kontakt z przyrodą bez wątpienia jest formą doświadczania.
Siedząc w „Domu Śląskim”, zrozumiałam, że ta wędrówka nie jest tylko o „odhaczeniu” celu czy podziwianiu widoków. Niesie ze sobą głębsze znaczenie. I właśnie dlatego stała się moim prezentem za ciężką pracę, ale równocześnie stała się pięknym symbolem mojego certyfikatu. Sam fakt jego zdobycia nie wprowadził nowego krajobrazu – prawdziwą satysfakcję przyniosła pokonana droga.
Dla mnie to górska wędrówka. Dla Ciebie może to być coś innego. Ważne, by wiedzieć co i dlaczego.
By, jak pisał Frankl, nie być jak pesymista, który codziennie z lękiem obserwuje, jak kalendarz życia staje się coraz cieńszy – lecz jak ten, który z dumą odkłada każdy dzień do swojej kolekcji w pełni przeżytych chwil.
Bibliografia:
- Bloom P., Złoty środek – o przyjemnościach cierpienia i poszukiwaniu sensu, Copernicus Center Press, Kraków 2022.
- Covey S., 7 nawyków skutecznego działania, wyd. Rebis, Poznań, 2022.
- Frankl E. V., Człowiek w poszukiwaniu sensu, Czarna Owca, Warszawa 2009.
- Nęcka E., Psychologia twórczości, GPW, Sopot 2003.
Dodaj komentarz